VIRTUTI MILITARI BIEG HONORU

VIRTUTI MILITARI BIEG HONORU

wpis w: Wędrówki | 0

1943

          Budzę się 18 sierpnia w sobotę, rozglądam wokół, coś mi nie pasuje. Umeblowanie pokoju, moje ubrania, widok za oknem. Po pierwsze góry po drugie zabudowa jakby z przed kilkudziesięciu lat. Czy to sen na jawie, czy ja w ogóle się obudziłem. Po chwili wchodzi do mojego pokoju kobieta w stroju góralskim pokrzykując na mnie: „Stawoj, trza się za roboto brać, co by grajcary były a ty ino baciarzysz z tom swojo lubom” Pytam – Który mamy rok?. „I coś się tak łopiuł jak świnia jako. Wszyćki rozum ześ straciuł przez to picie, jest rok 1943” Myślę sobie o cholera – okupacja? Przeglądam szybko ubrania które są w izbie w której spałem i wyciągam kawałek sztywnego papieru złożony na trzy razy. Kenkarta? Mój rok urodzenia 1912, zawód wykonywany fryzjer.

Nie mogę w to uwierzyć ale kenkarta wydana przez Ausstellungsbehörde mówi sama za siebie. Znajduje się w okupowanej Polsce, później na ulicy dowiaduję się że w Rytrze. Szybko godzę się ze swoją rzeczywistością i z poznaną przypadkowo młodą osobą udaje mi się nawiązać kontakt z AK. O godzinie 1630 dostaję wiadomość że mogę zostać kurierem na co natychmiast się zgadzam. Dostaję plecak ważący około 12 kg w którym między innymi znajduje się koc, menażka i manierka. Dostaję rozkaz wymarszu z tym ekwipunkiem z grupą ludzi do obozu AK w lesie.

            W obozie żądzą dwaj leśni ludzie pseudonim Kowal i Jastrząb. Gotujemy w kociołku nad ogniskiem kwaśnice, śpiewamy patriotyczne piosenki. Czujemy się wolni i radośni w swoim towarzystwie. Przydzielane zostają nam pseudonimy, ja odtąd dla wszystkich jestem Kozak. W nocy przychodzą do nas leśni ludzie z dowódcą oddziału który oznajmia nam że mamy przerzucić żywność i rozkazy idąc trasą Rytro – Przehyba – Radziejowa – Przełęcz Żłobek – Wielki Rogacz – Sucha Struga. Mówią nam o zagrożeniu ze strony okupanta i jak się zachować w chwili pojmania, kontroli. Po przeszkoleniu z użycia broni pojawia się pani Gienia która przynosi nam do obozu gulasz. Dzieląc się chlebem wszyscy śpiewamy: Pobłogosław panie z wysokiego nieba. Hej! Co by na tym stole nie zabrakło chleba. Hej! Nie zabrakło soli. Hej! Ani tej miłości do Twojej matuli.Za pyszny posiłek zjedzony przy świetle ogniska dziękujemy również bardzo radosnej pani Gieni śpiewając sto lat. Jest już późno więc kładę się spać, część tych bardziej doświadczonych kurierów zostaje przy ognisku a Jastrząb dba o nasze bezpieczeństwo i trzyma wartę do rana.

Rano ruszamy w grupach pięcioosobowych  na szlak aby pokonać blisko 23 kilometry wymagającej trasy. Musimy być tak podzieleni ze względu na to że w mniejszych grupach mamy większe szanse uniknąć patroli niemieckich. Jastrząb i Kowal zostają, zadanie wykonali zapewniając nam schronienie na noc. Ruszam w drugiej piątce, idąc wzdłuż strumienia dostrzegam że pierwsza piątka wpadła na patrol. Z nocnego szkolenia zapamiętałem że patrole należy omijać lub uciekać przed nimi. Z każdej strony skarpa więc pomagam Sikorce się na nią wdrapać, później Dzięcioł pomaga mi wejść ale niestety jeden z żołnierzy nas zobaczył i celując do nas karze nam zawrócić. Leżymy na brzegu strumienia:

Od lewej Harnaś, od dołu Dzięcioł, Ja i Sikorka. Malutki podawał nasze kenkarty. Na pytanie gdzie idziemy odpowiadamy że na grzyby. Po jakimś czasie puszczają nas wolno         i ruszamy dalej w trasę.

Mimo palącego słońca, ciężkiego plecaka czuję się mocny i opuszczam Sikorkę, Malutkiego, Dzięcioła i idę dalej prawie cały czas sam. Na szlaku biegnie za mną żołnierz który strzela do mnie, kryję się w trawie a potem uciekam. Nie daleko Suchej Strugi spotykam niemiecki patrol który mnie wylegitymował. Nie czuję strachu ale wiem że moje szczęście może się wyczerpać i chce jak najlepiej wykonać zadanie. Gdy mnie puścili wolno omijam drogi i idę już strumieniem, przechodzę w bród Poprad którego strumień jest silny a woda sięga mi do pasa. Po przejściu rzeki kieruję się ścieżką wydeptaną przez dziki do Suchej Strugi. Tam wychodząc z gęstwiny wchodzę wprost na oddział niemiecki.

Esesman w czarnym płaszczu krzyczy do mnie abym wyciągał wszystko z plecaka i podał swoją kenkartę. Po wylegitymowaniu trafiam do obozu jenieckiego gdzie jest już czworo kurierów i pani Gienia która jest bardzo radosna mimo naszego złego położenia. Trafiają tam później również inni kurierzy. Jednostka niemiecka w tym rejonie stacjonuje już długo więc znakomicie znają teren i prawie wszystkich wyłapują. Czterech z pośród naszej grupy ucieka. Rzucają świecę dymną, przeskakują przez zasieki. Niemcy do nich strzelają ale na szczęście nikogo nie trafili. Później rozlegają się wystrzały z broni, wybuchy granatów i widzę Kowala, Jastrzębia i innych partyzantów. Gdy ucichły strzały wybiegam z Maliną z obozu, rozwijamy białoczerwoną i krzyczymy „Niech żyje wolna Polska”. Wszyscy dziękujemy partyzantom za uratowanie życia.

Zmęczony po wyczerpującym dniu zapadam w sen i budzę się 20 sierpnia 2018 roku. Jestem wolnym człowiekiem, nie muszę uciekać przed okupantem, lękać się o własne życie. Ceńmy naszą wolność, pielęgnujmy ją i róbmy wszystko w życiu aby być jak najlepszymi obywatelami.

 

P.S. Szacunek dla organizatorów VIRTUTI MILITARI BIEG HONORU, za atmosferę którą stworzyliście i kultywowanie pamięci historycznej. Pani Gieni zdrówka. Kowal, Jastrząb – wytrwałości w realizacji swojej pasji.

.

Komentarze zostały wyłączone.